Witajcie,
mając jeszcze trochę wolnego czasu postanowiłam dalej ćwiczyć malowanie.
Tym razem wybrałam do tego celu Fluttershy. Niby taka delikatna i nieśmiała istotka, a porządnie dała mi w kość i stawiała opór prawie przy każdym maźnięciu pędzla. Na początku nie pozwoliła zmyć swojego makijażu, dopiero musiałam użyć rozcieńczalnika. Potem musiałam prawie gotowy malunek zetrzeć do zera bo dziwnie się wszystko rozmazywało nawet po kilkuwarstwowym utrwaleniu. Ale nie dałam się, zacisnęłam zęby i ostatecznie wyszło to co wyszło.Sami oceńcie :) Zastanawiam się jeszcze nad podkręceniem włosów od dołu.
Wyprzedzając pytanie "a co z Pierrotem?" :D Odpowiadam: Pierrot ma się dobrze, nabył bladość lica, delikatne rumieńce, wstępnie pomalowane oczy, czapeczkę, oraz białe pompony ;)
Ale wróćmy do Fluttershy vel Paskudka :)
Pozdrawiam serdecznie ;)
















