poniedziałek, 15 stycznia 2018

Silkstone "Handmade" ;)

Witajcie :)
Aura jakoś nie sprzyja pisaniu bloga, ni to wiosna, ni to zima... choinka Bożonarodzeniowa na Wielkanoc, normalnie świat się kończy. 
Nie mogłam się zdecydować co pokazać, o czym napisać, a rok zaczął się nawet pracowicie. Postanowiłam między innymi poskładać sobie Barbie Silkstone – takie małe zrób to sam. ;)
Do tego celu kupiłam na Ebayu główkę rodem z Indonezji, a nawet dwie, bo doszłam do wniosku, że taniej mnie wyjdzie zrobienie sobie samej takiej Silki niż jej kupowanie, a one są takie piękne...

Jedna główka doszła dość szybko. Bardzo mi się podobała, ale kiedy wzięłam ją do ręki nagle pojęłam sens nazwy SilkStone... i mina mi zrzedła, bo wyobrażałam sobie, że zrobię główce reroot i poprawię makijaż. Nigdy nie miałam w ręku tych lalek, i nie miałam bladego pojęcia, że główki są twarde jak kamień, jakoś nigdy na to nie wpadłam. Wstyd! A moja główka ma dziurki tylko z przodu, jeden rząd od ucha do ucha, i to tak malutkie, że igła się nie przeciśnie, a co dopiero ucho igielne z włosami. Odpad z produkcji?
Zaczęłam nerwowo przeglądać internet za rerootami Silksone. Owszem, robią... ale nikt nie napisał jak :/ Jedna zagraniczna osoba tylko napisała, że nie jest to zabawa dla początkujących, i że cieszy się, że ma jeszcze palce he he (no cóż, jak się nie używa kombinerek? ;)) W ostateczności postanowiłam zrobić perukę, aż tu nagle mąż mój wyciągnął ze swoich przyborniczków, piękne, maciupeńkie, ręczne wiertełka. Oczka mi się zaświeciły i zęby rozbolały, bo przypomniało mi się czyszczenie kanałowe podobnym sprzętem ;) ale spróbowałam i okazało się, że da się robić dziurki w głowie! Ale nie za gęsto żeby skalp nie odpadł bo tworzywo nie jest elastyczne... jednak ucha igielnego z włosami nie przepchnę, bo igła się nie zgina w kierunku otworu w szyi. I co teraz? Albo reroot na kleju (muszę zrobić narządko) albo peruka... wciąż się zastanawiam.
Biurko małego sadysty ;)

Żeby nie było za wesoło, zaczęłam przymierzać główkę do ciałek jakie posiadam. I co? I nic! :D Żadne ciałko nie pasuje, do twardej główki, nijak się jej nie da nasadzić, a o jakimś wyglądzie nie wspomnę :)) Cóż, wybrałam sobie więc takie niepasujące ciałko. Jak ono się nazywa?

Nie mając jeszcze główki opracowałam patent mocowania łba na karku, który potem oczywiście wziął w łeb bo główka jak kamień ma niewzruszony twardy otwór przez który nic nie przejdzie bez konsekwencji. 
Oprócz ulepszenia patentu osadzania główki musiałam wymyślić również jak skrócić i lekko zwęzić szyję... 
I tutaj z pomocą znowu przyszedł mój mąż, pożyczając mi piękny zestaw do szlifowania i polerowania, normalnie taki męski sprzęt do robienia paznokci :D 
Oto co powinna posiadać każda dziewczynka bawiąca się lalkami ;)) 
Szlifowałam...
Polerowałam...

No i zmniejszyłam szyję (ale była zabawa! A ile kurzu ;) ), tak aby pasowała do główki... kupiłam mosiężny drucik do mocowania główki (jeszcze nie wiem na czym, bo opcja z koralikiem odpadła), i teraz dumam czy kupić gumkę (bo ktoś się nie bał i moją pożyczył) i robić perukę czy majstrować sprzęcik do rerootu klejonego, którego nie robiłam i nie lubię ze względu na gorszą jakość od supełkowego. 
Jak już coś wymyślę to będzie kolejny post :))) 
Tym czasem wieczorami robię jednej Halloweenowej Petrze reroocik supełkowy. 

Serdeczne pozdrowienia w Nowym Roku! :)

piątek, 22 grudnia 2017

Zdrowych i spokojnych Świąt oraz Merry Christmas :)

Moje lale jak zawsze są gotowe do świętowania pierwsze. Nie wiem jak one to robią, bo ja jestem w proszku ze wszystkim. Dlatego wrzucam szybciutki pościk z życzeniami i uściskami i lecę dalej sprzątać. :)

Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia
w gronie Rodziny i Najbliższych. :)
Dużo odpoczynku i uśmiechu, oraz wymarzonych prezentów :)
Jak się uda to i troszkę śniegu dla odpowiedniego klimatu, a w Nowym Roku dużo zdrowia, sukcesów w każdej dziedzinie życia i spełnienia lalkowych marzeń,
no i do zobaczenia się ze mną! :)




środa, 6 grudnia 2017

Mikołajowo - prezentowo :)

Ostatnio mam bardzo dużo pracy co powoduje, że nie mogę zająć się tym co lubię czyli skończyć mojego Klonika NN, który czeka od miesiąca na kilka ostatnich supełków rerootu i przypudrowanie noska :( zabrać się za Halloweenowe Petry, które mają już śliczne, czyste buźki, nie mam czasu śledzić co u Was słychać, ani pokazać co mnie ostatnio najlepszego spotkało, bo do tego potrzebuję chwili spokoju... Niestety mojemu zleceniodawcy poprzestawiało się w głowie bardziej niż zwykle i nijak nie mogę skończyć pracy, choć termin już dawno minął :(( zaczynam się martwić jak zdążę z przygotowaniami świątecznymi...

Ale co tam, będzie co będzie, smutki na bok! 
Z okazji Mikołaja ja i moje dziewczyny - Bubblecut i Fashion Queen  chcemy życzyć Wam wszystkim wspaniałych prezentów, wiecie jakich ;) takich pod nasz gust ;)
 
Ja pierwszy raz od wielu lat też dostanę prezent :D ale odnajdę go dopiero jak Pikulinka wróci z przedszkola ;) Pochwalę się następnym razem :]
Ściskam Was mocno! :)

P.s. A jak Wam się podoba moje nowe tło, które nie jest wreszcie ręcznikiem z Decathlonu? ;))

wtorek, 14 listopada 2017

Judy Littlechap 1963r.

Dziś chciałam Wam przedstawić 13to calową Judy z 1963ego roku. Judy jest córką doktora Johna Lisy Littlechap oraz starszą siostrą Libby. :) Cała rodzinka została stworzona przez firmę Remco Industries ©.
zdjęcie pochodzi z internetu

Długo zastanawiałam się czy chcę tą lalkę, jest w niej coś dziwnego, ale im dłużej patrzyłam na nią na aukcji tym bardziej mi się podobała. Dziwność tej lali polega chyba na tym, że Remco chciał stworzyć lalki proporcjami ciała zbliżonymi do ludzkich. Judy ma płaskie, duże stopy, dzięki którym samodzielnie stoi, ma szerokie biodra, ramiona i szyję. Wydaje się jakby miała za długie ręce ale w tych proporcjach jest to jak najbardziej ok. 
 
Zwróćcie uwagę na jej kolana, przedramiona i dłonie. Może to jest nie zdrowe ale jestem w nich zakochana :D
 
Naturalny wygląd kolan i łydek, oraz delikatne podkreślenie kostek. Dążenie do realizmu to zupełne przeciwieństwo Barbie i jej klonów.
 
Prawie niezauważalnie zaznaczona kostka w nadgarstku. :)

Dzięki tym ludzkim kształtom bardzo trudno dopasować do niej ubranie, nie wspomnę o butach. :)
Ubrania na upartego pasowałyby od Moxie Teenz, ale córka nie chciała się podzielić, więc biedna Judy długo świeciła dużą pupą ;)) Czółenka w desperacji byłam gotowa zrobić sama, ale przecież nie będzie chodzić w samych butach ;) Poratowała mnie jak zawsze Rubinowa Agnieszka <3 wysyłając niepotrzebne jej sukienki i płaskie butki, które okazały się idealne. :)
Ja ze swej strony dorobiłam do sukienki skórzany pasek i wynalazłam korale pasujące do ust i czółenek. :) 
No i Judy od razu nabrała dziewczęcej subtelności. Ciałko przestało wydawać się ciężkawe, ręce już nie są takie długie. Jak dla mnie to bardzo atrakcyjna dziewczyna. :)
Judy wraz z rodziną to kolejna cudna perełka w historii lalek ok.11 cali i co najważniejsze nijak nie przypomina lalek od Mattela. ;)



poniedziałek, 30 października 2017

Petra von Plasty x5, trochę Halloweenowo :)

Trochę Halloweenowo, bo z wyglądu i na czasie ;)
W zeszłym tygodniu przybyło do mnie z dalekiej Dojczlandii pięć kloników. 
Wygrałam je na aukcji za 19,09zł plus wysyłka, bo żal mi się ich strasznie zrobiło, że takie brzydkie i sponiewierane. Wygrałam to chyba zbyt wielkie słowo, bo nikt nawet nie spojrzał w ich stronę nawet w takiej cenie. :)
Pięć bidoków brudnych jak święta ziemia, z pomalowanymi twarzami i ze sfilcowanymi włoskami, ale też z ubrankami...równie brudnymi choć w całkiem nie złym stanie.
Pomyślałam sobie, że poćwiczę na nich wywabianie plam, malowanie i reroocik. Już bardziej chyba nie mogłabym im zaszkodzić.

Właścicielka miała chyba artystyczną duszę, sądząc po makijażach lalek.
Mało tego, zapragnęła jedną lalę obdarować ludzkimi włosami...
Wiecie co? Nigdy nie czułam obrzydzenia do ludzkich włosów... do momentu do póki nie wzięłam tej lali do rąk. Nie spodziewałam się, że cudze włosy znajdujące się z dala od głowy mogą powodować takie straszne fuj. Postanowiłam jak najszybciej pozbyć się tego z głowy lalki.
Ale to nie było takie proste. Ponad pół godziny wisiałam nad koszem na śmieci i próbowałam to oderwać, wyciąć i odpruć. Jej!!!
Jak patrzę na te zdjęcia to jeszcze mnie trzepie... Osoba najpierw skleiła te włosy na podobieństwo peruki a potem przykleiła i przyszyła je do głowy lalki. Fuj! Ale pokonałam potwora :) 
Po walce szybko wrzuciłam lale do miski i moczyłam je w proszku do prania pół dnia a później szorowałam szczotą porządnie. Drugie pół dnia moczyłam w odplamiaczu ubranka, i chyba wyprałam z nich całe 52 lata istnienia bo tak brudnej wody dawno nie widziałam. :)

No i dziewczęta od razu zaczęły lepiej wyglądać. :)
Blondynkę z niebieskimi "cieniami" porwała córcia, twierdząc, że ma piękny makijaż i że baaardzo chce ją mieć (dziś poszły razem do przedszkola) :))) a pozostała czwórka czeka na ciąg dalszy, benzacne, reroorcik i malowanko. :)
Po kąpieli postanowiłam poszukać w internecie coś na ich temat, choć ciałka bez sygnatur to buźki znajome jakieś takie. No i dogrzebałam się. :) Okazało się, że zostałam właścicielką pięciu Petr von Plasty. Dwie panny z ciemnymi włoskami i wąskimi głowami pochodzą z lat 1964-65, a reszta z końca lat 60tych. :) 
Odkąd pokochałam stare kloniki zawsze chciałam mieć jedną Petrę do kolekcji, jednak były jak dla mnie trochę za drogie. 
No i kto by przypuszczał, że przez przypadek sama siebie tak obdaruję ;)))





środa, 25 października 2017

Klonik NN, początek nowego życia :)

Chciałam Wam dziś pokazać mojego "nowego" starego klonika, któremu chcę podarować nowe życie.
Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Choć życie tej lali nie oszczędzało, to jej delikatny uśmiech spowodował, że musiałam ją mieć. 
Ciałko wydmuszkowe, mocno zmarnowane... z przykrótkimi jak dla mnie rączkami, jakaś małoletnia paskuda ćwiczyła na nim voodoo :(
Niestety nie potrafię określić kim jest. Na pleckach i na główce tylko Made in Hong Kong, a takiej buźki w internecie nie spotkałam choć makijaż i kształt główki jest bardzo popularny w latach 60tych.

Ciekawe przedmattelowskie rozwiązanie mocowania głowy- kulka z badylkiem (brakuje tylko kotwiczki). :)

No i ten pyszczek, taki śliczny, subtelny, jakby lala uśmiechała się do siebie w myślach. Taka mała plastikowa Mona Lisa. :)

Nie wiem czy uda mi się znaleźć dla niej nowe ciałko, żeby dopasować do tak dużego otworu w głowie, ale na pewno dostanie ode mnie nowe włoski, świeży makijaż i ubranko. :) To tylko kwestia czasu. 
Już przymierzamy nowe włoski, w jakim kolorze będzie jej najładniej... a za rogiem weekend. ;)
Pozdrawiam serdecznie! :)


środa, 18 października 2017

Nichelle? Barbie Pretty in Plaid 1998 - częściowy repaint

Myślałam, że wcześniej uda mi się wrzucić ten post ale dopiero co skończyłam rzęski w oku Nichelle. (A dlaczego? Bo jak zawsze się bałam i różnego rodzaju Bo przy okazji) ;)
Agnieszka z Rubinowego Domu podesłała mi taką ślicznotkę, co to jej się oczko podrapało albo rozmyło, trudno zgadnąć, no i szkoda takiej dziewczynki.
Trzeba było poprawić brew, zmyć całkiem rzęsy i namalować od nowa, poprawić cień na górnej powiece oraz źrenicę i tęczówkę.

Efekt poniżej. Aparat uparł się, żeby robić zdjęcia z lampą, więc musiałam wyłączyć ją siłą, ale i tak nie wiele pomogło. Mam nadzieję, że widać jakąś różnicę. :)
Pozdrowienia :)