wtorek, 14 listopada 2017

Judy Littlechap 1963r.

Dziś chciałam Wam przedstawić 13to calową Judy z 1963ego roku. Judy jest córką doktora Johna Lisy Littlechap oraz starszą siostrą Libby. :) Cała rodzinka została stworzona przez firmę Remco Industries ©.
zdjęcie pochodzi z internetu

Długo zastanawiałam się czy chcę tą lalkę, jest w niej coś dziwnego, ale im dłużej patrzyłam na nią na aukcji tym bardziej mi się podobała. Dziwność tej lali polega chyba na tym, że Remco chciał stworzyć lalki proporcjami ciała zbliżonymi do ludzkich. Judy ma płaskie, duże stopy, dzięki którym samodzielnie stoi, ma szerokie biodra, ramiona i szyję. Wydaje się jakby miała za długie ręce ale w tych proporcjach jest to jak najbardziej ok. 
 
Zwróćcie uwagę na jej kolana, przedramiona i dłonie. Może to jest nie zdrowe ale jestem w nich zakochana :D
 
Naturalny wygląd kolan i łydek, oraz delikatne podkreślenie kostek. Dążenie do realizmu to zupełne przeciwieństwo Barbie i jej klonów.
 
Prawie niezauważalnie zaznaczona kostka w nadgarstku. :)

Dzięki tym ludzkim kształtom bardzo trudno dopasować do niej ubranie, nie wspomnę o butach. :)
Ubrania na upartego pasowałyby od Moxie Teenz, ale córka nie chciała się podzielić, więc biedna Judy długo świeciła dużą pupą ;)) Czółenka w desperacji byłam gotowa zrobić sama, ale przecież nie będzie chodzić w samych butach ;) Poratowała mnie jak zawsze Rubinowa Agnieszka <3 wysyłając niepotrzebne jej sukienki i płaskie butki, które okazały się idealne. :)
Ja ze swej strony dorobiłam do sukienki skórzany pasek i wynalazłam korale pasujące do ust i czółenek. :) 
No i Judy od razu nabrała dziewczęcej subtelności. Ciałko przestało wydawać się ciężkawe, ręce już nie są takie długie. Jak dla mnie to bardzo atrakcyjna dziewczyna. :)
Judy wraz z rodziną to kolejna cudna perełka w historii lalek ok.11 cali i co najważniejsze nijak nie przypomina lalek od Mattela. ;)



poniedziałek, 30 października 2017

Petra von Plasty x5, trochę Halloweenowo :)

Trochę Halloweenowo, bo z wyglądu i na czasie ;)
W zeszłym tygodniu przybyło do mnie z dalekiej Dojczlandii pięć kloników. 
Wygrałam je na aukcji za 19,09zł plus wysyłka, bo żal mi się ich strasznie zrobiło, że takie brzydkie i sponiewierane. Wygrałam to chyba zbyt wielkie słowo, bo nikt nawet nie spojrzał w ich stronę nawet w takiej cenie. :)
Pięć bidoków brudnych jak święta ziemia, z pomalowanymi twarzami i ze sfilcowanymi włoskami, ale też z ubrankami...równie brudnymi choć w całkiem nie złym stanie.
Pomyślałam sobie, że poćwiczę na nich wywabianie plam, malowanie i reroocik. Już bardziej chyba nie mogłabym im zaszkodzić.

Właścicielka miała chyba artystyczną duszę, sądząc po makijażach lalek.
Mało tego, zapragnęła jedną lalę obdarować ludzkimi włosami...
Wiecie co? Nigdy nie czułam obrzydzenia do ludzkich włosów... do momentu do póki nie wzięłam tej lali do rąk. Nie spodziewałam się, że cudze włosy znajdujące się z dala od głowy mogą powodować takie straszne fuj. Postanowiłam jak najszybciej pozbyć się tego z głowy lalki.
Ale to nie było takie proste. Ponad pół godziny wisiałam nad koszem na śmieci i próbowałam to oderwać, wyciąć i odpruć. Jej!!!
Jak patrzę na te zdjęcia to jeszcze mnie trzepie... Osoba najpierw skleiła te włosy na podobieństwo peruki a potem przykleiła i przyszyła je do głowy lalki. Fuj! Ale pokonałam potwora :) 
Po walce szybko wrzuciłam lale do miski i moczyłam je w proszku do prania pół dnia a później szorowałam szczotą porządnie. Drugie pół dnia moczyłam w odplamiaczu ubranka, i chyba wyprałam z nich całe 52 lata istnienia bo tak brudnej wody dawno nie widziałam. :)

No i dziewczęta od razu zaczęły lepiej wyglądać. :)
Blondynkę z niebieskimi "cieniami" porwała córcia, twierdząc, że ma piękny makijaż i że baaardzo chce ją mieć (dziś poszły razem do przedszkola) :))) a pozostała czwórka czeka na ciąg dalszy, benzacne, reroorcik i malowanko. :)
Po kąpieli postanowiłam poszukać w internecie coś na ich temat, choć ciałka bez sygnatur to buźki znajome jakieś takie. No i dogrzebałam się. :) Okazało się, że zostałam właścicielką pięciu Petr von Plasty. Dwie panny z ciemnymi włoskami i wąskimi głowami pochodzą z lat 1964-65, a reszta z końca lat 60tych. :) 
Odkąd pokochałam stare kloniki zawsze chciałam mieć jedną Petrę do kolekcji, jednak były jak dla mnie trochę za drogie. 
No i kto by przypuszczał, że przez przypadek sama siebie tak obdaruję ;)))





środa, 25 października 2017

Klonik NN, początek nowego życia :)

Chciałam Wam dziś pokazać mojego "nowego" starego klonika, któremu chcę podarować nowe życie.
Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Choć życie tej lali nie oszczędzało, to jej delikatny uśmiech spowodował, że musiałam ją mieć. 
Ciałko wydmuszkowe, mocno zmarnowane... z przykrótkimi jak dla mnie rączkami, jakaś małoletnia paskuda ćwiczyła na nim voodoo :(
Niestety nie potrafię określić kim jest. Na pleckach i na główce tylko Made in Hong Kong, a takiej buźki w internecie nie spotkałam choć makijaż i kształt główki jest bardzo popularny w latach 60tych.

Ciekawe przedmattelowskie rozwiązanie mocowania głowy- kulka z badylkiem (brakuje tylko kotwiczki). :)

No i ten pyszczek, taki śliczny, subtelny, jakby lala uśmiechała się do siebie w myślach. Taka mała plastikowa Mona Lisa. :)

Nie wiem czy uda mi się znaleźć dla niej nowe ciałko, żeby dopasować do tak dużego otworu w głowie, ale na pewno dostanie ode mnie nowe włoski, świeży makijaż i ubranko. :) To tylko kwestia czasu. 
Już przymierzamy nowe włoski, w jakim kolorze będzie jej najładniej... a za rogiem weekend. ;)
Pozdrawiam serdecznie! :)


środa, 18 października 2017

Nichelle? Barbie Pretty in Plaid 1998 - częściowy repaint

Myślałam, że wcześniej uda mi się wrzucić ten post ale dopiero co skończyłam rzęski w oku Nichelle. (A dlaczego? Bo jak zawsze się bałam i różnego rodzaju Bo przy okazji) ;)
Agnieszka z Rubinowego Domu podesłała mi taką ślicznotkę, co to jej się oczko podrapało albo rozmyło, trudno zgadnąć, no i szkoda takiej dziewczynki.
Trzeba było poprawić brew, zmyć całkiem rzęsy i namalować od nowa, poprawić cień na górnej powiece oraz źrenicę i tęczówkę.

Efekt poniżej. Aparat uparł się, żeby robić zdjęcia z lampą, więc musiałam wyłączyć ją siłą, ale i tak nie wiele pomogło. Mam nadzieję, że widać jakąś różnicę. :)
Pozdrowienia :)

poniedziałek, 2 października 2017

Bild Lilli! Moja własna :)

Już nie mogłam się doczekać kiedy pokażę Wam moją Bild Lilli... tak bardzo, że teraz nie wiem co napisać ;) Na pewno będzie kilka zdjęć, bo nie mogę się nią nacieszyć. :)
 
 
(zdjęcie oryginału po lewej pochodzi z internetu)

Ale może zacznę od początku.
Pod koniec maja kupiłam na ebayu Wendy od Uneedy, którą już pokazywałam. To był taki składak, główka Wendy a ciałko od Barbie z lat 60tych. Przyglądałam jej się długo na aukcji i stwierdziłam, że będzie dobrym materiałem do stworzenia mojej własnej kopii Bild Lilli, bo na oryginał raczej nigdy nie będzie mnie stać, a ładne klony też tanie nie są.
 
Za pracę nad nią wzięłam się w sierpniu kiedy wyjechałam na urlop, czekałam prawie dwa miesiące na włoski, które specjalnie dla niej zamówiłam w Chinlandii. Niestety zamiast ciepło-żółtego koloru dostałam jakieś coś z pasemkami. Wykorzystałam więc to co już miałam, czyli coś a'la platynowy blond. Przed wyjazdem na Mazury zamówiłam u pani Nataliji 3 ubranka dla mojej Lilli, które miały być wykonane na podstawie zdjęć oryginalnych ciuszków. 
Tak więc urlop był pracowity. :)
 
 
Po powrocie z urlopu dostałam ubranka i postanowiłam sama zrobić dla Lilli butki. 
Dumanie i kombinowanie zajęło mi prawie tydzień, zrobiłam podstawę i obcasy z blaszki, ale nie wiedziałam co dalej, potem obcięłam podeszwy z nielubianych bucików, to klej ich nie łapał... jak już para zaczęła uchodzić mi uszami, udałam się do Ayi i jej Świata Lalek, bo przypomniałam sobie, że przecież pokazywała, jak sama robiła buciki z papieru śniadaniowego i wikolu. Połączyłam w jedno jej dwa tutoriale. Coś wyszło..., może nie dokładnie butki Lilli bo oryginał ma wmoldowane buty a ja nie chciałam malować stóp i przyklejać do nich obcasów... ale widać, że to buty :D moje pierwsze ;) przy okazji okazało się, że moja lala ma jedną nogę nie swoją,  która jest minimalnie krótsza, grubsza w łydce i ma mniejszą stopę ;)))
Następnie wzięłam się za zrobienie pasków do dwóch ubranek. Chodziłam po SH i szukałam do tego celu skórek, pasków, albo kawałków ceraty, w międzyczasie zamówiłam w Chinlandii małe sprzączki. Nie znalazłam odpowiedniego materiału do stworzenia pasków we właściwym kolorze, i wtedy przyszła mi do głowy taśma izolacyjna (w następnym poście sprzedam swoje pomysły) ;)
Pozostał już tylko makijaż i fryzura czego bałam się najbardziej, jak to ja. :)
Przy układaniu fryzury okazało się, że włoski są za twarde, że prawdziwa Lilli ma zupełnie inne, miękkie włosy. Twarz mojej Wendy też okazała się nie taka idealna jak mi się wcześniej zdawało. :) Prawdziwa Lilli ma okrąglejszą buźkę, mniej wyciągniętą od Wendy. No trudno, żaden klon nie jest idealny. :)
Jak już cała laleczka była gotowa poczułam niedosyt pracy nad nią i zabrałam się za gazetkę z nagłówkiem "Bild Lilli Zeitung", którą prawdziwa Lilli trzyma przy sobie. A jak już miałam gazetę, to stwierdziłam, że moja słodka też powinna na czymś stać. :) 
  
I to już był koniec pracy.

 
 
Po prawej zdjęcia oryginału z internetu

 
Po prawej zdjęcie oryginału z internetu

 
Moja Lilli 

 
zdjęcia oryginału z internetu

Mam nadzieję, że moja Bild Lilli będzie Wam się podobała. :)
Dziękuję za pomoc Pani Nataliji i Ayi :-*